Nie wszystko można wygrać. Ruch – Beskid Skoczów 0:0

Pierwsze wiosenne punkty stracili piłkarze Ruchu Radzionków, i to w meczu na własnym boisku, w spotkaniu z targaną kłopotami pozaboiskowymi drużyną Beskidu Skoczów. Goście potwierdzili jednak, że są specjalistami od remisów. Beskid od początku wyśnił sobie rezultat bezbramkowy, konsekwentnie i zdyscyplinowanie realizując przyjęty plan, który polegał na obronie bramki, często jedenastoma zawodnikami. I swój plan zrealizował. Do Ruch szczęście zdawało się uśmiechnąć w samej końcówce meczu, jednak Adrian Mielec nie wykorzystał rzutu karnego.

Już od pierwszych sekund spotkania widać był, że „Cidrom” bardzo ciężko sforsować będzie szczelną obronę Skoczowian. Pierwszy atak gospodarze przypuścili w 3 minucie, jednak Góra zdjął piłkę centrowaną przez Pawła Giela niemalże z głowy Sebastiana Gielzy. W 7 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Adama Kompały nieczysto głową uderzał Dawid Domański. Trzy minuty później strzał Mielca z dystansu został zablokowany.
Akcje Ruchu zdawały się zazębiać. W 12 minucie Tomasz Stranc wypuścił na dobrą pozycję w polu karnym Gielzę, jednak napastnikowi Ruchu uciekła od nogi piłka. Po chwili Kompała zagrał prostopadle do Gielzy, ten wyłożył futbolówkę Strancowi, którego uderzenie z pierwszej piłki okazało się jednak bardzo niecelne. W 15 minucie Kompała efektownie ominął w polu karnym rywala, przerzucając sobie nad nim piłkę, wrzucił ją przed bramkę, jednak Gielza główkował niecelnie. Minutę później centrę Stranca strzałem z woleja próbował sfinalizować Kompała, i choć pozycja była bardzo dobra, wykonanie okazało się o wiele gorsze. W minucie 19 po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kompały strzał głową Pawła Giela został zablokowany, a poprawkę Mielca, niechybnie, jak się wydawało, zmierzającą do siatki, Rumiński wybił z linii bramkowej.
W 22 minucie po raz pierwszy pod bramkę Ruchu przedostali się goście, Tkocz wypuścił Mzyka, który chcąc dośrodkowywać posłał piłkę obok długiego słupka. W odpowiedzi, w 25 minucie Michał Zioło uderzył z ponad trzydziestu pięciu metrów całkiem niedaleko słupka bramki Góry. W 32 minucie po szybkiej kontrze wychowanek Ruchu Radzionków, Adrian Rzepecki, strzelał z boku pola karnego niecelnie. W 39 minucie po centrze Kompały główkował Mielec, Góra, choć z trudem, odbił jednak tą piłkę. W 42 minucie wybitą przed pole karne po rzucie rożnym piłkę uderzał na bramkę Mirosława Kuczery Tkocz, jednak bardzo niecelnie.

Na drugą połowę Radzionkowianie wyszli z dwoma zmianami w składzie. Zaraz po przerwie przed szansą stanął jeden z rezerwowych, Piotr Giel, jednak po wrzutce Marcina Trzcionki główkował niecelnie. W 51 minucie strzał z dystansu Mielca przeszedł obok słupka, dwie minuty później z tego samego niemalże miejsca uderzał Marek Kubisz, i tym razem Góra musiał się już wykazać swoimi umiejętnościami.
W 54 minucie bramkarz Beskidu złapał podawaną przez zawodnika jego drużyny piłkę, jednak z rzutu wolnego pośredniego z okolic piętnastego metra nic nie wynikło – strzał Kubisza został zablokowany. W 59 minucie uderzenie Kubisza zza pola karnego przeszło daleko od słupka, a w odpowiedzi Kuczera pewnie wyłapał strzał z dystansu Ihasa.
W 64 minucie próba Marcina Dziewulskiego z daleka okazała się bardzo niecelna. Po chwili po ładnym dryblingu dopiero w polu karnym powstrzymany został stoper Ruchu, Domański. A w minucie 67 uderzający z woleja Kompała trafił… w plecy Mielca.
W 70 minucie w ostatniej chwili obrońca Beskidu zdjął piłkę wprost z nogi Kubisza, a sto dwadzieścia sekund później źle przyjmował w polu karnym piłkę Marcin Kocur, po centrze Mielca. W 76 minucie tor strzału z dystansu Mielca zmienił jeden z obrońców, jednak Góra pewnie złapał odbitą piłkę. A chwilę potem, po zamieszeniu w polu karnym, Kompała zagraniem piętą oszukał wychodzącego za nim bramkarza, jednak strzał Mielca został zablokowany przez Łacka. Podobnie jak z uderzeniem Kubisza w 80 minucie zrobił Ihas, po dośrodkowaniu Aleksandra Mużyłowskiego. A po chwili Mużyłowski źle trafił głową w piłkę po centrze Trzcionki.
Kluczowa sytuacja meczu miała miejsce w 85 minucie, kiedy powalony w polu karnym został Kocur, a sędzia bez wahania wskazał na wapno. Gracze Beskidu długo nie potrafili pogodzić się z tą decyzją arbitra, w końcu w 87 minucie do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Mielec. Strzał pomocnika „Cidrów” Góra jednak odbił, dobitka Piotra Giela spadła na głowę niefortunnego strzelca, który z kilku metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką.
I jeszcze, już w doliczonym czasie gry, przed szansą stanął Kocur, uderzając z woleja po dograniu Kubisza ponad bramką, i sędzia Skowroński mógł zakończyć to spotkanie.

Radzionkowianie dopiero drugi raz w tym sezonie zakończyli mecz bez bramki na swoim koncie.

Minimum 4 znaki