Po meczu w Będzinie: zwycięski remis

Trener Damian Galeja:
Czujemy się po tym remisie jak wygrani. Z bardzo niekorzystnego wyniku udało nam się w czterdzieści pięć minut odrobić straty. Zrobiliśmy to dzięki dużemu charakterowi, który pokazaliśmy po przerwie. Ale też ten charakater poparliśmy bardzo dobrą organizacją gry i dobrą samą grą, która z kolei pozwalała nam stwarzać sytuacje bramkowe, i cechować się w nich skutecznością. Jestem jednak daleki od tego by skrytykować zespół za pierwszą połowę, bo w niej też były momenty, w których potrafiliśmy skutecznie zagrać piłkę, stworzyć zagrożenie. Przeciwnik jednak idealnie nas punktował – jak rasowy bokser. Trzy strzały – trzy bramki. Dwie z tych bramek padły z tego samego sektora boiska. Myślę, że po prostu brakło nam doświadczenia w środku pola, gdzie każdy z tych młodych zawodników chciał brać odpowiedzialność na siebie, a przy tym zapominiał, że trzeba też bronić. Przy kolejnej bramce, to znów błąd kolejnego młodego zawodnika, który nie zdążył z asekuracją. Dlatego w przerwie przy tej skąpej ilościowo kadrze, choć mocnej jeśli chodzi o jakość, zdecydowaliśmy się na retusz, polegający na takich zmianach i takich przesunięciach piłkarzy, by całą prawą stronę zbudować od nowa, i to bardzo ożywiło naszą grę. Kluczem do tego spotkania okazało się jednak przesunięcie Marcina Dziewulskiego do środka pola, bo jego spokój i doświadczenie w tej strefie był decydujący dla obrazu meczu. Choć trzeba przyznać, że kluczowym momentem tego spotkania była sytuacja na 4:1 gospodarzy. Uratował nas wtedy słupek. Za chwilę poszła z tego nasza szybka akcja, i Piotr Rocki strzelił drugą bramkę. Poczuliśmy wtedy krew. Przeciwnik się tym wystraszył, zgubił się na boisku, a my rośliśmy z każdą minutą. Trzy bramki Piotra to wielka sprawa. W drugiej połowie wziął na siebie ciężar gry, był na boisku wszędzie. Gdyby mecz trwał dziesięć minut dłużej, to z pewnością kilka sytuacji na wyjście na prowadzenie wykreowalibyśmy jeszcze.

Minimum 4 znaki