Trener Zbigniew Smółka: Chcę być godnym następcą Artura Skowronka

– Witamy w Ruchu Radzionków, gratulujemy objętej funkcji w pierwszoligowym klubie.

– To jest na pewno dla mnie wielkie wyzwanie. Ale jestem już takim człowiekiem, który woli przyjmować gratulacje za wykonaną pracę i za osiągnięte wyniki. A to wszystko przecież dopiero przede mną. Jestem młodym trenerem, nie mającym doświadczenia w pracy na tak wysokim poziomie rozgrywkowym. Jest to więc dla mnie i wielkie wyzwanie, ale i ogromna szansa, którą dał mi prezes i zarząd. Jest to klub biedny, o czym wszyscy wiedzą, a ja swoją pracą chciałbym przyczynić się do tego by wróciła tu ta zwykła normalność. Dla mnie zawsze Ruch Radzionków kojarzył się w wielką charyzmą, z rodzinną atmosferą, z walką jeden za drugiego na boisku. I to nie może, nie ma prawa się zmienić! Tu musi być na boisku gryzienie trawy w każdym meczu od pierwszej do ostatniej minuty, a każdy przeciwnik grający z nami, szczególnie u siebie, nie może mieć poczucia, że punkty może sobie dopisać już przed meczem, a nawet jak z nami wygra, to musi mieć świadomość, że by tego dokonać musiał zostawić na boisku pot i krew.

– Kibicom Ruchu Pana osoba nie jest raczej szerzej znana. Proszę zatem pokrótce o przedstawienie swojej trenerskiej drogi, która zaprowadziła Pana do Radzionkowa.

– Karierę piłkarską kończyłem w Nowej Soli. Tam zaproponowano mi abym został asystentem trenera Wojciecha Drożdża w starej trzeciej lidze. Potem już samodzielnie przejąłem Arkę i prowadziłem ją przez rok, by następnie przenieść się bliżej domu, do Polonii/Sparty Świdnica. Tam naszym celem był awans do drugiej ligi. Niestety Górnik Polkowice okazał się być poza zasięgiem, ale drugie miejsce dało nam prawo gry w barażach z Zagłębiem Sosnowiec. I choć na pewno nie byliśmy w tych meczach zespołem gorszym, minimalnie przegraliśmy tą rywalizację. Z klubu odszedł prezes, który mi zaufał, sytuacja Polonii/Sparty stawała się coraz gorsza, i wtedy przystałem na propozycję z Czarnych Żagań. Czarni to był klub naprawdę ekstremalny. Gdy pierwszy raz tam przyjechałem, zastałem na treningu sześciu zawodników, w tym jednego ze złamaną nogą, i tylko pięć piłek w całym klubie, jedno boisko do meczów i treningów. A mimo to, że drużyna była budowana naprędce, z chłopców ambitnych, niechcianych nigdzie indziej, ale też takich, których dobrze znałem, także z boiska, którym zaufałem, i którzy oddali mi to na boisku, udało się tam stworzyć coś fantastycznego. Znakomita pierwsza runda, w której zdobyliśmy trzydzieści jeden punktów to tego najlepszy dowód. Nasz wynik punktowy z całego sezonu nigdy Czarni już nie powtórzyli. Niestety potem w Żaganiu było już tylko coraz gorzej, do tego doszło tam do zmiany prezesa. Nowym prezes był takim człowiekiem, z którym nie mogłem siadać do wspólnego stołu. Dlatego rozstałem się z Czarnymi, a potem okazało się, że miałem nosa co do tego człowieka, który strasznie zadłużył klub, nic nie dając w zamian, co skutkuje teraz tym, że w Żaganiu najpewniej nie dostaną licencji. Ja natomiast, dzięki mojemu serdecznemu koledze, Grzegorzowi Kowalskiemu otrzymałem propozycję z MKS-u Kluczbork, który okazał się klubem specyficznym. Uważam, że miałem tam naprawdę bardzo dobrą drużynę, ale limit szczęścia przez cały sezon był dla nas tak okrutny, że traciliśmy punkty w meczach, w których byliśmy zespołem dużo, dużo lepszym. Raz jeden błąd w obronie, innym razem zupełna indolencja strzelecka napastników w sytuacjach więcej niż stuprocentowych. A przy tym duża presja, która bardzo przyciskała mnie i zawodników. To spowodowało różne zawirowania, niejasności z moją pracą, niejasności z kibicami. Na cztery kolejki przed końcem sezonu, patrząc na zatroskane twarze mojej rodziny, na łzy syna, stwierdziłem, że nie jestem w stanie tego kontynuować, i podałem się do dymisji. No i teraz pojawiła się propozycja od klubu, który jest w całej Polsce znany, ale który przez wszystkich skazywany jest na bycie czerwoną latarnią pierwszej ligi. Wierzę głęboko, że ci wszyscy eksperci się mylą, że wspólnie z prezesem i innymi przychylnymi klubowi ludziom zbudujemy tu drużynę, która obroni dla tego zasłużonego klubu o długiej historii i sukcesach, miejsce na zapleczu Ekstraklasy, a do tego kilka razy swoimi wynikami i grą zaskoczy wszystkich obserwatorów. Nie chcę oceniać swoich doświadczeń czy swojej fachowości jako trener, chcę by za mnie mówiła drużyna swoją grą na boisku.

– Za Panem również liczne staże w znanych ośrodkach Polski, ale i Europy.

– To prawda. Byłem w Toulonie z ramienia niemieckiego programu analiz meczowych, w Famaguście na dziesięciodniowym stażu i przez tydzień w Norymberdze na zaproszenie mojego dobrego kolegi, Adama Matyska. Zanim to, to jeszcze w Polsce odbyłem staże u Jacka Zielińskiego w Lechu Poznań i u Rafała Ulatowskiego w Zagłębiu Lubin. Dziś wolałbym już wyjeżdżać tylko za granicę. I na pewno chciałbym z takich możliwości dalej korzystać, choć oczywiście na tyle, na ile pozwala czas. A przez ostatnie pięć i pół roku, czyli od momentu kiedy podjąłem decyzję, że chcę być trenerem, bezrobotny byłem zaledwie przez miesiąc, i to właśnie w tym okresie po odejściu z Kluczborka, czyli tuż przed przyjściem do Radzionkowa. I to jak na razie moja pierwsza taka sytuacja, wcześniej zawsze otrzymywałem propozycję z klubu, który mnie chciał, jeszcze zanim skończył mi się kontrakt z dotychczasowym klubem. W takim tempie, w lidze, w której tyle się jeździ po Polsce, kiedy do tego bierze się udział w licznych konferencjach, szkoleniach, wyjazd za granicę na staż nie wchodzi w rachubę.

– Co bardziej uważni obserwatorzy spośród sympatyków Ruchu mogą pamiętać Pana z występów przeciwko Ruchowi w sezonach 2004/2005 i 2005/2006 w starej trzeciej lidze, kiedy bronił Pan bramki aż czterech klubów – Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie, Chrobrego Głogów, Polaru Wrocław i Odry Opole – czy kiedy już jako trener prowadził Pan przeciwko pewnie kroczącemu na zaplecze Ekstraklasy Ruchowi, Czarnych Żagań właśnie.

– Lata lecą. Muszę przyznać, że sam tych meczów jakie rozegrałem z Ruchem Radzionków jeszcze jako piłkarz, a faktycznie aż w czterech klubach mogłem grać przeciwko „Cidrom” w ciągu dwóch sezonów, już zupełnie nie pamiętam, stąd zupełnie mnie dziwić nie będzie, jeśli z tej piłkarskiej strony akurat kibice Ruchu nie będą mnie pamiętali. Ale dobrze za to zapamiętałem rywalizację z Ruchem już jako trener z Czarnymi Żagań. A mieliśmy wtedy ogromną satysfakcję z tego, że nadziany prawdziwymi gwiazdami, bogaty Ruch Radzionków, kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa, przez ostatnie minuty wybijał piłkę po autach, tak bojąc się tego by nie wymknął się im z rąk remis. To spotkanie, które zakończyło się remisem 1:1, jak i rewanż, który przegraliśmy na wyjeździe tylko 0:1, choć akurat przewaga Ruchu w tym meczu była już bardzo wyraźna, na pewno dodatkowo bardzo mi się odświeżyły w głowie, kiedy okazało się, że mam szansę objąć tą drużynę. Bo wiadomo, że w takich okolicznościach zawsze szuka się informacji o swoim nowym pracodawcy i swoich doświadczeń z nim związanych.

– Takie gwiazdy, jak Pan mówi, jak w drugoligowym Ruchu, jak Adam Kompała, Piotr Gierczak czy Jacek Wiśniewski, dziś bardzo by się przydały w pierwszoligowym Ruchu.

–  Wszyscy zdajemy sobie sprawę z sytuacji klubu. Będziemy zatem opierać drużynę na walce, ambicji. Będziemy chcieli stworzyć zespół przede wszystkim z zawodników, którzy chcą się promować. Przykład braci Maków, Pawła Giela, Łukasza Skorupskiego i kilku innych piłkarzy, którzy stąd wypłynęli na szersze wody znakomicie pokazuje, że jest to wyśmienite miejsce do rozreklamowania własnego nazwiska nawet dla piłkarzy przed przyjściem tutaj zupełnie anonimowych. Tutaj nikt dużych pieniędzy nie zarobi, ale naprawdę może sobie utorować drogę do zarabiania takich we wcale nieodległej przyszłości. A jeśli chodzi o tamte mecze Ruchu z Czarnymi, czy ogólnie z całego sezonu to ja akurat najlepiej zapamiętałem Marcina Dziewulskiego. To właśnie dzięki niemu na pewno Kompała czy Gierczak mięli dużo łatwiej. Owszem nasze założenia przedmeczowe były takie by wyłączyć Kompałę i Gierczaka, ale na boisku okazało się, choć akurat to właśnie ci dwaj piłkarze przeprowadzili akcję bramkową, że najbardziej we znaki wdawał się nam Dziewulski. Wtedy i w całym sezonie fantastyczny z tyłu, fenomenalny w odbiorze piłki, robiący niemal całą grę zespołu, bardzo dużo widzący na boisku, silnie trzymający się na nogach. Dziś tego piłkarza, którego też miałem na myśli mówiąc o gwiazdach w ówczesnych Ruchu Radzionków, mam na treningu, i dla mnie priorytetem jest by on przedłużył swój kontrakt i został w Radzionkowie, by wspólnie z nami chciał budować nowy Ruch. Podobnie zresztą jak choćby Mariusz Muszalik, który przecież też ma takie doświadczenie i taką charyzmę, że może być prawdziwym liderem tego nowego radzionkowskiego zespołu.

– Na pewno w porównaniu z Kluczborkiem, w którym pracował Pan w poprzednim sezonie, radzionkowska baza wygląda bardzo blado. To kolejny kłopot.

– Płyta główna tutaj wcale nie jest najgorsza. W niedalekiej okolicy mamy kilka niezłych treningowych boisk. Mamy dostęp do odnowy w parku wodnym, do bardzo dobrze wyposażonej siłowni. Tuż przy stadionie jest las. Na pewno w Kluczborku baza jest znakomita. Ale i tu nie będę na pewno narzekać. O tym jak wyglądała moja praca w Czarnych już opowiadałem. Choć trzeba przyznać, że z czasem zaczął tam powstawać nowy stadion, i dziś w Żaganiu na pewno mogą być zadowoleni. Wierzę, że i w Radzionkowie też powstać może nowy stadion, spełniający wszystkie wymogi. Bo klub na pewno na niego w pełni zasługuje! Gdy w Polsce pada nazwa Radzionków, to niemal wszyscy kojarzą ją wyłącznie lub przede wszystkim z Ruchem. To dzięki Ruchowi to osiemnastotysięczne miasteczko tak wryło się w świadomość ludzi, że je znają, że kojarzą, gdzie ono się znajduje na mapie. To jest wielkie i to musi być doceniane. Do tego piękna dziewięćdziesięciotrzyletnia historia tego klubu, z okresem gry w Ekstraklasie, nie tylko powinna, ale musi przysparzać mieszkańców Radzionkowa o prawdziwą dumę. Przecież tak niewiele jest równie małych ośrodków w Polsce, którym taka sztuka się udała. Gorąco ufam, że dostrzeże to urząd miasta, ale też, że przypomną sobie o tym ludzie. Wiem, że ostatnio były tu problemy z frekwencją. Ale mam głęboką nadzieję, że ci uśpieni kibice, a przecież kiedyś przychodziły tu tłumy, obudzą się, uświadomią sobie tą prawdę, że z drużyną warto być nie tylko jak awansuje, wygrywa i jak nie ma w niej problemów, ale także w trudnych momentach, w momentach porażek, i zaczną wracać na stadion, gdzie my będzie dawać z siebie zawsze wszystko co najlepsze.

– Czasu na przygotowanie bardzo mało – dokładnie miesiąc. Uda się?

– Gdybym nie wierzył, że się uda, nie podjąłbym się tego wyzwania. Ale czasu rzeczywiście jest bardzo mało, nawet mniej niż miesiąc, bo przecież już 1 sierpnia ruszamy w Pucharze Polski, w którym też będziemy się starali zajść jak najwyżej. Gdybym dziś miał gotową drużynę, na pytanie czy się uda, odpowiedziałbym, że na pewno tak. Ale jaka jest rzeczywistość, wszyscy wiemy. I to pozostawia dużo niejasności co do tego jak rozpoczniemy sezon. Potem czas na pewno będzie pracował na naszą korzyść. Dlatego jak najszybciej – do końca tego tygodnia – chciałbym mieć zakończony etap testów i już skompletowaną kadrę, z miejscem na ewentualne dołożenie później co najwyżej trzech zawodników – i jeśli to się uda, to zaraz ruszamy już wprost z przygotowaniami do sezonu, ze sparingami, ze zgrywaniem się. I tak przecież spóźnionymi. Dlatego tym ważniejsze będzie dla nas wsparcie kibiców szczególnie w tych pierwszych, niezwykle trudnych meczach. Jeśli mogę o coś prosić kibiców, poza kredytem zaufania do mojej osoby przynajmniej na początku, to prosiłbym właśnie o liczne przychodzenie na stadion i głośny doping niezależnie od wyniku, w całym sezonie, ale właśnie przede wszystkim na jego samym starcie.

– Wszystkich kandydatów do gry w Ruchu Radzionków zweryfikują testy, czy może przychodzi Pan już z listą zawodników, dla których miejsce w zespole jest szykowane.

– Oczywiście mam kilka takich nazwisk. To piłkarze grający ostatnio w drugiej, czy w trzeciej lidze, ale tacy, po których mogę być pewny, że całe swoje serce zostawią na boisku dla tego klubu. Ale oczywiście każdą propozycję dokładnie omówimy z prezesem, także pod względem finansowym – bo jeszcze raz powtórzę, że Ruch Radzionków to miejsce do promocji, a nie do zarabiania pieniędzy. Pozostałych członków drużyny wyłonią na pewno testy, a przyjrzeć zamierzamy się w nich naprawdę bardzo dużej grupie młodych piłkarzy. Wierzę, że z tego grona uda wyłonić się drużynę, która piłkarsko da sobie radę na zapleczu Ekstraklasy. I wierzę, że kilku z nich wypłynie potem na dużo szersze wody, jak to uczynił niejeden z ich poprzedników w tym klubie. Na pewno zawodnik, który dostanie ode mnie szansę na promowanie się poprzez grę tutaj, musi gwarantować mi pełne zaangażowanie na treningach i podczas meczów, ale też wpasowanie się do szatni, która przecież od lat słynie ze znakomitej atmosfery, i która – bardzo będę o to dbał – nie może nic stracić ze swojej wyjątkowości.

– W budowie nowej drużyny Ruchu Radzionków pomagać będzie panu w roli asystenta Krzysztof Kapelan. Trzecią osobą w sztabie trenerskim pozostanie Dariusz Okoń. Nie zabraknie trenera bramkarzy? Choć przecież Pan jest byłym bramkarzem właśnie…

– Zgadza się, a dodam do tego, że i mój asystent, z którym udanie współpracuję już od dłuższego czasu, też w przeszłości był bramkarzem. Dlatego jestem przekonany, że wspólnie znajdziemy czas by zgodnie z ekonomią treningu poradzić sobie z właściwym przygotowaniem bramkarzy, a oni sami braku trenera ściśle odpowiedzialnego tylko za szkolenie bramkarzy nie odczują, a przynajmniej w jakiś większy sposób. Choć oczywiście – nie ma co tego ukrywać – to finanse decydują, że takiego fachowca z nami nie będzie. Od moich współpracowników oczekuję lojalności, zaangażowania, pracowitości – i te cechy Krzysztof Kapelan w pełni uosabia i to na bardzo wysokim poziomie. Zresztą podobnie Dariusz Okoń, który do tego zna klub znakomicie, i ma wielkie doświadczenie i wiedzę, bo przecież ma za sobą lata gry w piłkę. Cieszę się, że jest tak otwarty na pełną współpracę z nami, a ja już widzę, że szybko znajdziemy wspólny język, i w trójkę stworzymy mały, ale bardzo dobry sztab.

– Podkreśla Pan, że Ruch Radzionków to dla piłkarzy znakomite miejsce do promocji. Ostatnie przykłady pokazują jednak, że dla trenerów również.

– Bardzo doceniałem pracę jaką wykonywał tutaj Rafał Górak, z którym się zresztą dobrze znam, który był przecież wtedy na samym początku swojej kariery trenerskiej. Dziś pracuje w naprawdę dużym klubie. Muszę przyznać, że byłem bardzo zaskoczony, kiedy Rafał z Radzionkowa odchodził, że postawiono tutaj na absolutnego debiutanta. I to postawiono nie tylko na chwilę, jak się mogło wydawać, ale na dłuższy czas. Naprawdę za tą odważną decyzję i trwanie w niej Ruch Radzionków już wtedy zdobył moje i pewnie wielu, wielu innych uznanie i szacunek. A Artur Skowronek tą szansę znakomicie wykorzystał. Razem z między innymi Grzegorzem Mokrym i Grzegorzem Żmiją stworzyli tutaj znakomity sztab, fajnie poukładali ten zespół, świetnie go przygotowali. I to zaprocentowało tym, że za chwilę Artur, zresztą wraz ze swoimi asystentami właśnie, zadebiutuje w Ekstraklasie w Pogoni Szczecin. Wiem, że on na to w pełni zasłużył, i że ma wszelkie szanse by w Ekstraklasie zadomowić się na wiele lat. A mnie to bardzo cieszy, że coraz młodsi trenerzy dostają szansę nawet w najwyższej lidze, i oby tych szans było dla nich jak najwięcej. Mnie z Rafałem i z Arturem na pewno łączy to, że jestem młodym trenerem, na początku swojej przygody z trenowaniem, choć owszem mam już pewne doświadczenie, jednak tylko w niższych ligach, i że mi też dano właśnie tutaj szansę. Ale czy to znaczy, że wybiegam już myślami do pracy w jakimś większym klubie po Ruchu Radzionków? Absolutnie nie. Zresztą to byłoby zabójcze. Koncentruję się tylko i wyłącznie na tym, by gdy skończę tu pracę, niezależnie kiedy to nastąpi i gdzie potem trafię, wszyscy w Radzionkowie mogli powiedzieć, że byłem godnym następcą ich Artura Skowronka.

– Jednak postawienie na młodego trenera, o niewielkim doświadczeniu w zawodzie, często utrudnione jest przez wymogi licencyjne stawiane trenerom.

– Żeby dostać licencję UEFA Pro trzeba rozpocząć kurs UEFA Pro. Ja wszelkie wymogi formalne, w tym staż pracy w zawodzie, spełniłem, i złożyłem papiery, żeby rozpocząć ten kurs, ale żeby ruszyła jego następna edycja, musi znaleźć się określona liczba chętnych. Cena kursu UEFA Pro jest bardzo wysoka, dlatego zdecydowana większość trenerów zapisuje się na niego dopiero wtedy, gdy dostają pracę w zawodzie w klubie grającym w lidze, w której ta licencja jest wymagana. Z tego co wiem, na razie jest nas ośmiu, a grupa może ruszyć dopiero gdy zbierze się dwudziestu trenerów. W takim przypadku, gdy spełniło się wymogi, jest się zapisanym na kurs, musi zostać przyznana warunkowa licencja, niezależnie do tego czy kurs już ruszył, czy dopiero zbierają się na niego chętni.

– Jako trener, czy wcześniej jako piłkarz, nie pracował Pan ani nie grał nigdy w klubie z Górnego Śląska. Jak się Panu kojarzył wcześniej nasz region, i czy po tych kilku dniach pobytu tu na miejscu te wyobrażenia się potwierdzają?

– Jako piłkarz naprawdę wyjątkowo łatwo zawsze łapałem kontakt z ludźmi z Górnego Śląska, czasami przeradzało się to nawet w przyjaźnie. To ludzie bardzo ciepli, przychylni, z charyzmą, a te cechy bardzo cenię i lubię, ale też stanowczy, jak na przykład Wojciech i Łukasz Dzierżęgą, których dobrze poznałem. Grając w Odrze Opole, czy prowadząc teraz Kluczbork na Górny Śląska miałem blisko, i miałem kontakt z tutejszym futbolem, który uosabia wszystkie te najlepsze cechy mieszkających tu ludzi. Współpracowałem z Janem Ślęzakiem, kierownikiem drużyny z Jastrzębia, jeszcze w Żaganiu. Po dwóch dniach ścisłej współpracy z Dariuszem Okoniem, już widzę, że też taki człowiek, z charyzmą, stanowczy, ale ciepły i otwarty. Można z nim konie kraść. Dlatego jestem przekonany, że na Górnym Śląsku czuł się będę znakomicie. Choć na razie jeszcze regionu nie poznałem. To z powodu braku czasu. Proszę mi wierzyć, że odkąd objąłem Ruch Radzionków mam tyle na głowie, że sypiam po trzy godziny na dobę, a tylko w dniu, w którym ogłoszono, że to ja obejmuję stary w tej drużynie, miałem wieczorem osiemdziesiąt nieodebranych telefonów na swojej komórce, od ludzi, którzy mi po prostu chcieli gratulować nowej funkcji i życzyć powodzenia, ale też od menadżerów zawodników, którzy chcą się u tutaj pokazać na testach.