.
Zakończyłeś swoją szóstą rundę w roli pierwszego szkoleniowca Ruchu, a to oznacza, że w ostatnich latach dłużej od Ciebie to stanowisko piastował tylko trener Rafał Górak. O czym to według Ciebie świadczy?
Może o dobrze wykonanej robocie? By być tyle czasu trenerem w jednym klubie, trzeba się wykazać. Zwłaszcza w środowisku, które oczekuje konkretnych rezultatów, mając świadomość jak o nie ciężko w Radzionkowie. Szybko zleciał ten czas, pracy jest tyle, że nawet się na tym nie zastanawiałem. Było po drodze sporo fajnych momentów, przeplecionych tymi cięższymi. W końcowym rozrachunku bilans oceniam jednak na plus, zobaczymy, co będzie dalej.
To wciąż Twoja pierwsza praca w roli samodzielnego trenera. Na ile oczekiwania pokryły się z zastaną rzeczywistością?
Przechodząc płynnie z boiska na funkcję pierwszego trenera nie miałem świadomości, w jakie pakuję się bagno, jakim była ówczesna sytuacja organizacyjna i finansowa Ruchu. Przejąć zespół w momencie, w którym zawodnicy od pół roku czekają na wypłaty jest bardzo ciężko i pewnie nawet doświadczony trener miałby z tym problem, więc tym bardziej taki młokos na tym stanowisku. Wspólnie z szatnią wyciągnęliśmy ten zespół od momentu, gdy wydawało się, że pozostaje już tylko zgasić światło, do chwili, gdy wszystko robi się poukładane. W tym upatruję swojego największego sukcesu pod względem organizacyjno-szkoleniowym. Wraz z zaangażowanymi osobami wyciągnęliśmy ten klub z sytuacji, w której trudno było kogokolwiek zachęcić do gry w Ruchu do etapu, na którym mamy możliwość odbudowy zawodników i ściągania ich z zewnątrz. Stworzyliśmy również dobre środowisko do tego, by rozwijać młodzież, która – mam nadzieję – pójdzie w świat i będzie grać na wyższym poziomie. Decyzja o tym, by zawiesić buty na kołku i wziąć na siebie rolę trenera nie była łatwa, ale jestem zdania, że była dobra. Ruch za mojej kadencji znowu stał się groźny dla każdego.
Buty na kołek zawiesiłeś już na zawsze? Raz w Pucharze Polski przeciwko UKS-owi dałeś się skusić, by wejść na boisko. Ile razy byłeś przebrany i gotowy, bo dopisywać do statystyk kolejne występy w barwach Ruchu?
Dałem się skusić raz, wyglądało to nawet dobrze i miałem ochotę, by w kolejnych pucharowych grach jeszcze wejść na boisko. Doszedłem jednak do wniosku, że nie mogę zabierać zawodnikom regularnie trenującym i uczestniczącym w zajęciach boiskowych minut. Zdecydowałem więc, że lepiej będzie, jak swoje szanse dostaną zawodnicy, którzy ich potrzebują. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zagram, bo czasem staram się wejść w trening, zrealizować jednostkę po to, by ocenić to co robię „od środka”. Robię to jednak bardzo rzadko, bo jest mnóstwo innych aspektów, na których trzeba się skupić, obserwując zajęcia z boku.
Przez te trzy lata zespół pod Twoją wodzą nie schodził poniżej pewnego poziomu, ale ostatnia runda chyba po raz pierwszy za Twojej kadencji była rozczarowująca dla przynajmniej części kibiców. Jak sam ją oceniasz?
Uważam, że gdy Ruch Radzionków nie wygrywa, zawsze powoduje to rozczarowanie. Zwracałem na to uwagę odkąd objąłem zespół wskazując, że tutaj presja na wynik jest nawet przy okazji gier sparingowych. Mieliśmy jesienią ciężki okres, w kilku meczach z rzędu nie punktowaliśmy. Nie powiem, że był kryzys, bo o nim mówiłbym gdybym poczuł, że szatnia się odwróciła. Tymczasem my wspólnie z drużyną i jej starszyzna tak poukładaliśmy pewne sprawy, by wskoczyć z powrotem na właściwe tory i to się w końcówce rundy udało. To jeszcze jeden dowód na to, że potrafiliśmy wygrzebać się z ciężkiej sytuacji. Skończyliśmy na miejscu, które z punktu widzenia sytuacji klubu jest akceptowalne, choć mamy ambicje na więcej. Na to trzeba jednak czasu i środków.
Miałeś moment zwątpienia w to, czy uda się wyjść z tego dołka?
Nie, bo wiedziałem jakich ludzi mam w szatni i jak ciężko pracujemy, by wyjść na prostą. Odciąłem się całkowicie od świata „ekspertów” z zewnątrz, bo komentarze na ogół nie pomagają, a wręcz dobijają. To była chyba najlepsza decyzja, którą mogłem w tym okresie podjąć. Miewam chwile, w których mam wrażenie, że niektórzy ludzie piszący swoje opinie na portalach społecznościowych czy forum klubowym wiedzą więcej o tym co dzieje się w szatni niż ja. To było dla mnie dziwne. Pojawiły się tematy, które najzwyczajniej nigdy nie miały miejsca, a drogą plotek zaczynały żyć własnym życiem. Odciąłem się od tego, skupiłem się jeszcze bardziej na swojej robocie i zamierzam się tego trzymać.
Przed startem sezonu wsłuchiwałeś się w głos kibiców i miałem wrażenie, że raczej tonujesz nastroje mówiąc, że mimo dobrego poprzedniego sezonu Ruch nie jest gotowy by stawiać się w roli faworyta do gry o awans. Dlaczego?
Mój pierwszy pełny sezon, który rozpoczynałem i kończyłem w roli pierwszego trenera Ruchu był tym, w którym z ligą pożegnało się siedem z szesnastu drużyn. My skończyliśmy go tymczasem na 4. miejscu, nie mając w klubie praktycznie niczego. Nie dało się sprowadzić zawodników, pojawiły się olbrzymie zaległości, a w trakcie rozgrywek nastąpiła zmiana prezesa. Tymczasem spokojnie się utrzymaliśmy, do końca walcząc o podium. W kolejnym sezonie w naszym zasięgu w końcówce rozgrywek wciąż mieliśmy szanse na miejsce dające przepustkę do baraży o awans do III ligi. Broniliśmy się ciężką i dobrą pracą, ale te wyniki kazały mi studzić gorące głowy wokół klubu. Wiem, jak gra się o awans, jakich i ilu potrzeba w szatni zawodników. Przeżywałem awanse jako zawodnik w Ruchu i w Nadwiślanie Góra i mam pełną świadomość, że nie jesteśmy na takim etapie. Jasne, przy odrobinie szczęścia mogłoby się to udać, nie ma co jednak robić tego na siłę, bo chcąc godnie reprezentować klub w III lidze, trzeba mieć dwa lub trzy razy większe środki niż te, którymi dysponujemy. Pracujemy w półamatorskim stylu, nasi zawodnicy na co dzień chodzą do pracy, tymczasem szczebel makroregionu to już profesjonalizm. Miałem świadomość, jak dużo wycisnęliśmy w ostatnich sezonach z zespołu i zdawałem sobie sprawę, że kibice będą mieć nadzieje na więcej, ale czułem w środku, że czeka nas ciężka runda. Zastanawiałem się nawet latem, czy nie odpuścić wiedząc, że nie będę w stanie zagwarantować w tym sezonie Ruchowi awansu. Najważniejsza dla klubu jest teraz spokojna praca, ustabilizowanie sytuacji i przygotowanie do momentu, w którym będziemy gotowi do skoku wyżej.
Analizując minioną rundę można zagłębiać się w różne statystyki, jedna z nich mocno kłuje jednak w oczy. To liczba punktów zdobytych na wyjazdach. Wiadomo, że w perspektywie najbliższego czasu Ruch nie będzie mieć naturalnej nawierzchni do treningu, masz więc jakiś pomysł na to, by w inny sposób zniwelować ten mankament?
Oczywiście! Wzmocnić zespół pod względem jakości. Gdy tej jest więcej, obroni się w każdych warunkach. Wtedy trawa czy sztuczne boisko jest drugorzędnym problemem. Dziś nie jesteśmy w stanie tego zagwarantować. Mecz z Kuźnią w Ustroniu pokazał, że chcemy zmienić nasz sposób i model gry. Nie wykorzystaliśmy jednak swoich momentów, zrobił to za to przeciwnik i kolejny raz wracaliśmy bez punktów. Wyniki na wyjazdach mamy bardzo słabe i to tam leży klucz to tego, by grać o coś więcej. Cieszy, że wciąż mocno punktujemy u siebie. Swoje boisko jest naszym atutem, ale jako sportowcy chcemy patrzeć w górę i mam nadzieję, że wiosną swoim pomysłem na grę poprawimy te wyjazdy. To nie zmienia jednak faktu, że bardzo brakuje nam w mikrocyklu poprzedzającym mecz na naturalej trawie naturalnego boiska, na którym moglibyśmy przepracować cztery jednostki i przygotować się do spotkania ligowego. Przecież my w kadrze mamy całkiem spore grono zawodników, którzy na prawdziwej trawie nigdy nie grali, bo i procesz szkolenia przechodzili na nawierzchni sztucznej. Mecze na naturalnej i sztucznej trawie to dwie różne dyscypliny sportu chyba, że wychodzi na plac gry zespół, który jakością przerasta rywali.
Informowaliśmy już, ze wraz z końcem roku z drużyną pożegna się Olivier Lazar. Jakich jeszcze ruchów kadrowych możemy spodziewać się zimą?
„Oliemu” kończy się kontrakt i decyzja zarządu była taka, by go nie przedłużać. Środki mają zostać wykorzystane na to, by ściągnąć kogoś z zewnątrz i stać się jeszcze silniejszymi. Pozycję, na której grał Olivier mamy dość mocno obsadzoną i dlatego zaakceptowałem ten ruch. Pracujemy nad tym, by ściągnąć jednego lub dwóch zawodników, którzy dodadzą jakości zespołowi. Zobaczymy, czy to pociągnie za sobą jeszcze jakieś ruchy wychodzące, czy zostaniemy przy tym, czym dziś dysponujemy. Obecna kadra gwarantuje nam spokojny byt w lidze, ale każdy chciałby zagrać o coś więcej. Mamy przecież przed sobą Puchar Polski na szczeblu wojewódzkim, który też wzbudza emocje, a my chcielibyśmy w nim powalczyć.
Latem do kadry dołączył między innymi Daniel Bolacki. Młodzieżowiec z UKS-u pojawiał się głównie w roli rezerwowego, a i tak wyrósł na drugiego strzelca drużyny. Czy na horyzoncie są kolejni młodzi gracze, którzy już z Wami trenują i rokują na to, że również staną się wzmocnieniem?
Mam nadzieję, że Daniel dobrą formę będzie podtrzymywał również wiosną i dołoży do tego lepszą skuteczność. Gdyby wykorzystywał nieco więcej możliwości pod bramką rywala, z pewnością kończyłby rundę z dwucyfrowym wynikiem. Potrafi dochodzić do sytuacji strzeleckich i to jest najważniejsze, bo jestem przekonany, że skuteczność jeszcze wzrośnie. Przyglądamy się wychowankom UKS-u, ale testujemy również zawodników z innych akademii w regionie. Takich, które nieco szybciej wypuszczają swoich zawodników w świat seniorskiej piłki. Mam nadzieję, że któryś z nich do nas dołączy i będziemy potrafili wypromować go w Ruchu Radzionków.
Gdybyś mógł magiczną różdżką wyeliminować jeden mankament Ruchu Radzionków z minionej jesieni, co natychmiast byś zmienił?
Nie zmieniałbym niczego względem tego, co planowałem i robiłem. Nie szukałbym gwałtownych zmian, tylko konsekwentnie i cierpliwie realizował swoje założenia. Końcówka rundy pokazała, że właśnie to dało nam w niej oczekiwane rezultaty. Podejrzewam, że gdybym trzymał się tego w trakcie dołka, w którym się znaleźliśmy, szybciej byśmy z niego wyszli i mieli dziś więcej punktów.
Na koniec pytanie z zupełnie innej „beczki”. Kilka dni temu o Ruchu Radzionków wspominali prezydent Karol Nawrocki i Krzysztof Stanowski. Wcześniej media w całej Polsce rozpisywały się o świetnej, kibicowskiej przyśpiewce intonowanej przez fanów „Cidrów”. Masz poczucie, że po tylu latach w IV lidze jesteś w klubie, który swoją legendą i otoczką wciąż wyrasta ponad ten szczebel?
Jasne, to budujące i motywujące. Nie da się nie zauważyć, że jesteśmy w klubie, który po prostu interesuje szeroką społeczność. Ludzie są ciekawi, co słychać w Ruchu Radzionków. Mamy wyjątkową bazę kibiców, którzy są z nami zawsze i wszędzie. Doszedłem jednak do wniosku, że nie możemy wiecznie tak mocno żyć historią. Jest piękna, przyjemnie się do niej wraca, ale jeśli będziemy się na niej skupiać, to nigdy nie zrobimy kroku do przodu. Ruch Radzionków pod względem infrastrukturalnym jest głęboko w tyle za konkurentami z IV ligi a co dopiero patrząc na wyższe szczeble rozgrywkowe. Moim marzeniem jest, byśmy razem jako środowisko poszli do przodu i sami wypracowali chwile, które będzie się wspominać po latach. Mając jedno, sztuczne boisko, nie mając nawet własnej szatni czy miejsca, z którego udajemy się na ligowy wyjazd, jesteśmy po prostu ograniczeni. Mam nadzieję, że wszyscy to zrozumieją: trzeba mocno działać, byśmy jako klub i środowisko poszli do przodu, a nie siadali i opowiadali o tym, co było kiedyś. To mój apel: szanujmy historię, ale działajmy, by mieć przed sobą piękną przyszłość.
