Kubeł wody w Wielką Sobotę. „Trudno było nas poznać”

Osiem wygranych i… koniec. W Wielką Sobotę imponująca passa „Żółto-Czarnych” dobiegła końca. Ruch przed własną publicznością przegrał aż 0:3, marnując przy tym szansę na zbliżenie się do lidera IV-ligowej tabeli.

Zgodnie z oczekiwaniami od samego początku Unia Kosztowy postawiła radzionkowianom trudne warunki. To, czego trudno było się spodziewać, to słabsza dyspozycja zespołu, który tym razem nie potrafił znaleźć odpowiedzi na ciosy zadawane przez rywali.

Goście objęli prowadzenie w 33. minucie. Szybką kontrę na gola zamienił Maciej Wolny, który tego dnia miał okazać się dla gospodarzy prawdziwym katem. Tuż przed przerwą najlepszy strzelec mysłowiczan ładnym uderzeniem z dystansu poprawił wynik, a ustalił go kilkadziesiąt sekund po zmianie stron, kolejny raz finalizując kontrę wyprowadzoną przez przyjezdnych. – Wszystkie bramki traciliśmy w sytuacjach, w których zawsze potrafiliśmy zachować się lepiej. Dziś nasze głowy nie były w takim wydaniu, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Nie byliśmy zespołem głodnym wygrywania, walczącym o najwyższe cele – analizował na gorąco po meczu trener Marcin Dziewulski. – Trudno było nas dziś poznać. Myślę, że druga bramka mocno nas przygasiła. Gdyby nie ona, pozostawalibyśmy w grze. Ten gol zabrał nam determinację, która cechowała nas w poprzednich meczach. Przegrywaliśmy 0:2, mieliśmy w tym sezonie do czynienia z podobną sytuacją tylko w Dąbrowie Górniczej i wtedy też nie udało nam się odwrócić losów meczu – potwierdzał słowa szkoleniowca Bartłomiej Gwiaździński.

Ruch, który w tym roku wygrywał mecz za meczem, tym razem poniósł trzecią i najwyższą jak dotąd porażkę w sezonie. Goście w Wielką Sobotę sprawili radzionkowianom… Lany Poniedziałek. – Lanie dostaliśmy okrutne, i bardzo nas to boli. Nie byliśmy dziś sobą. Daliśmy sobie w łatwy sposób strzelić bramkę, zabrakło nam naszej iskry i determinacji. Wciąż mamy jednak dużo dobrego do zrobienia i musimy sobie poradzić z dzisiejszym meczem. Z tym jak wyglądaliśmy, jak traciliśmy bramki, jak zachowywaliśmy się na boisku. We wtorek musimy znowu zobaczyć takich chłopaków, jakich znamy. Wierzących w siebie, mających klatę z przodu, chcących walczyć za Ruch Radzionków. Wierzę, że ten mecz sprawi nam niepokój, z którym sobie poradzimy. Przeanalizujemy to, co się wydarzyło, poukładamy sobie to w głowach i wrócimy na dobre tory – zapowiada trener Marcin Dziewulski.

Porażka z Unią przypadła na okres świąteczny. Drużyna na wspólnym treningu spotka się dopiero we wtorek. Wielkanoc spędzi więc w kiepskich nastrojach. – Trafił się akurat taki okres, że mamy więcej wolnego i zamiast szybko zapomnieć o tym meczu, będzie trzeba z tym siedzieć. Musimy się z tym mierzyć. Wciąż nie tracimy nadziei i ochoty na gonienie lidera. Rundę zaczynaliśmy ze stratą pięciu punktów, teraz tracimy cztery. W następnym spotkaniu będzie trzeba udowodnić, że spotkanie z Unią było wypadkiem przy pracy – deklaruje Bartłomiej Gwiaździński.

W kolejnym meczu Ruch zagra na wyjeździe z Jednością Przyszowice. To dobra okazja na rehabilitację, bo rywal zamyka ligową tabelę, mając w dorobku raptem dwa oczka. – Nie ma mowy o zlekceważeniu przeciwnika, bo nawet jesienią do przerwy wcale nie mieliśmy jakiejś wielkiej przewagi nad Przyszowicami. Wtedy mecz otworzył się dopiero po zmianie stron. Tym bardziej spodziewamy się, że na wyjeździe czeka nas ciężka, ligowa batalia. Najpierw trzeba będzie podjąć walkę, a dopiero potem pokazać przewagę w piłkarskich elementach – ostrożnie wypowiada się pomocnik „Cidrów”. Porażka z Unią Kosztowy to kubeł zimnej wody dla całej ekipy „Żółto-Czarnych”. – W naszych głowach musiała być myśl, że przy serii zwycięstw do takiej sytuacji musiało w końcu dojść. Może tylko nie w takim wydaniu, jak dziś. Trzeba sobie z tym poradzić i przygotować się optymalnie do następnego meczu bez względu na to, kto jest rywalem. Szanujemy Jedność Przyszowice. To drużyna z pomysłem na grę i ciekawymi zawodnikami. Mają niełatwy moment, ale na pewno zostawią na boisku serce i spróbują wykorzystać naszą trudniejszą chwilę. Zrobimy wszystko, by przywrócić wiarę w naszą drużynę i wrócić na ścieżkę zwycięstw. Tak, by wykonana przez nas do tego momentu praca miała sens – obiecuje trener Dziewulski.

Sobotnia przegrana wymaga przepracowania i przekucia jej w jeszcze większą determinację przed dalszą fazą sezonu. – To cenna lekcja. Porażka kształtuje charaktery. Trzeba umieć z niej wyciągać wnioski. Dziecko, kiedy się przewraca, po chwili wstaje i idzie dalej. My przewracamy się jako drużyna, ale w głowach wstać musimy już teraz. Chłopaki muszą spojrzeć w lustro, zastanowić się nad sobą, ja muszę zajrzeć w głąb siebie i pomyśleć nad tym, co się wydarzyło oraz zrobić wszystko, by przywrócić drużynę do ładu i porządku. Chcemy wrócić na tor zwycięstw i znowu czuć polot i serducho – nie traci optymizmu szkoleniowiec Ruchu.