Marcin Dziewulski: Cieszę się, że mam gdzie wrócić

– Niemal dokładnie rok temu odchodziłeś z Ruchu do Polonii Bytom. Dziś po nienajlepszym okresie za miedzą wracasz do Radzionkowa. Gdyby dało się cofnąć czas, i wrócić do tamtego momentu, raz jezcze podjąłbyś taką samą decyzję?

– To prawda, że podejmując rok temu dezycję o odejściu z Ruchu, zupełnie inaczej wyborażałem sobie przyszłość. Ale ta siła przyciągania Ekstraklasy, bo tylko to właściwie mnie wtedy kusiło, była tak mocna, że jednak podjętej wtedy decyzji bym nie cofnął. Trzeba mnie zrozumieć, że od pierwszych kroków na boisku piłkarskim marzyłem by kiedyś móc wystąpić na boiskach Ekstraklasy. Przechodząc do Polonii, czy konkretniej do Ekstraklasy, bo to o nią chodziło, spełniłem jedno ze swoich największych marzeń. Kilka meczów w niej rozegrałem, więc swojej decyzji nie żałuję. A że to potoczyło się później tak, a nie inaczej, to już zupełnie inna historia. Cieszę się, że mam gdzie wrócić. Ruch Radzionków to klub, w którym czuję się znakomicie, w którym mam wsparcie i zaufanie, który zawsze będzie mi bliski.

– Twoja ekstraklasowa historia zakończyła się na pięciu meczach. Wiem, że jesteś zawodnikiem, który bardzo rzetelnie podsumowywuje każdy swój występ, rozważa błędy, udane zagrania. Jak zatem Marcin Dziewulski w tych kilku meczach prezentował się na tle najlepszych zawodników w kraju?

– Od małego wierzyłem w to, że jestem w stanie konfrontować się z najlepszymi. Po dobrym okresie tu w Radzionkowie pojawiła się jedna jedyna propozycja z Ekstraklasy. Nie chodziło o pieniądze, bo przecież znakomicie wiedziałem jaka sytuacja jest w Polonii. Wiem, że nie spotkało się to z uznaniem kibiców Ruchu, ale jeszcze raz proszę o zrozumienie, że każdy zawodnik do tego dąży by zawsze grać jak najwyżej. Nie można nie skorzystać z takiej okazji. A co do moich pięciu, czy tylko pięciu występów to będę je wspominał dobrze. W Ekstraklasie miałem ściśle określone zadania. Miałem się poruszać między obroną a pomocą, w zasadzie bez żadnych zadań ofensywnych, skupiać się na odbiorze piłki, zabezpieczaniu bramki. Były to żelazne zasady, których nie mogłem łamać. Myślę, że w każdym z tych meczów wywiązałem się ze swoich zadań dobrze, albo co najmniej poprawnie. Kłopot był w tym, że Polonia w tych meczach nie wygrywała. A jak któryś mecz z rzędu nie ma trzech punktów, to się robi zmiany w składzie…

– No i zostałeś ich ofiarą. A przecież przechodząc do Polonii miałeś być naturalnym następcą odchodzącego wówczas z Bytomia Szymona Sawali. Tak się jednak nie stało.

– Przedstawianie mnie jako naturalnego następcy Szymona Sawali było nie na miejscu. Szymon ma swój sposób grania, ja gram inaczej. Na pewno jednak rzeczywiście to ta sama pozycja, i w Polonii miałem zająć to zwolnione miejsce. Jednak nigdy nie łudziłem się, że to gwarancja gry, choć rzeczywiście też miałem dużą nadzieję, że uda się rozegrać tych meczów więcej niż pięć, i że dłużej niż tylko pół roku uda się utrzymać na poziomie Ekstraklasy. Wyszło jak wyszło, nie obrażam się na rzeczywistość, tylko cały czas robię swoje.

– Potem, już w pierwszej lidze, mimo wszystko przez długi okres byłeś piłkarzem podstawowego składu.

– W pierwszej lidze był taki moment, że trener Fornalak zupełnie mnie nie widział. Ale gdy w końcu przekonałem go do siebie, to rzeczywiście stałem się szybko, nazwijmy to, ważną osobą na boisku w zespole Polonii Bytom. Aż przeszedł mecz z Polkowicami. Przyznaję, popełniłem wtedy błąd. Ale kto tych błędów nie popełnia, futbol to właśnie gra błędów. Efekt był tego jednak taki, że już potem nawet na minutę nie pojawiłem się na boisku. Stało się jasne, że w Polonii już dla mnie miejsca nie ma. Ale czy jeden błąd jest podstawą by zupełnie przekreślić człowieka, zawodnika?

– W Ruchu Radzionków zaufania wobec Ciebie na pewno nie braknie. Trener Skowronek po jednym z ostatnich meczów sparingowych przyznał, że w jego oczach odżywasz, że znów zaczyna być widać starego dobrego „Dziewula”.

– Bardzo mnie to cieszy, bo przecież ciężko pracuję na treningach właśnie po to by być docenianym. A zdanie trenera w końcu jest tutaj najważniejsze. Bo to przecież trener mnie będzie rozliczał, trener będzie ode mnie wymagał. Ale samemu faktycznie widzę, że powoli wracam na te tory, na których byłem odchodząc z Radzionkowa. To kwestia czasu, i mojej ciężkiej pracy, a na pewno dojdę do swojej dyspozycyji, i kibice w Radzionkowie zobaczą mnie na boisku takim, jakim mnie zapamiętali z tego mojego udanego poprzedniego okresu gry dla nich.

– Na to z pewnością wszyscy w Radzionkowie liczą. Wracasz do Ruchu jako lepszy piłkarz?

– Na pewno bardziej doświadczony. Z pewnością w głowie jestem lepiej ukształtowany, inaczej, dojrzalej patrzę na piłkę. Liznąłem w końcu trochę wyższej piłkarskiej półki, wiem jak to wygląda. Myślę, że pod tym względem będę mógł dużo pomóc drużynie. Nie ukrywam jednak, że po tych nienajlepszych doświadczeniach jest u mnie ciągle problem z pewnością siebie. Ale z tygodnia na tydzień, jak już mówiłem, wraca to na właściwie tory. Będę robił wszystko by odbudować siebie jako osobę i jako piłkarza, i by jak najwięcej z siebie dawać drużynie, by jej pomóc zdobywać punkty, wygrywać.

– Przed rokiem byłeś tutaj zawodnikiem, od którego trenerzy wręcz zaczynali ustalanie składu, nawet kapitaniem drużyny. Jak będzie teraz?

– Mam bardzo duży do tego spokój. Znam dobrze swoje miejsce, wiem, jak tu jest teraz, a jednak od mojego odejścia sporo się w drużynie zmieniło. Zdecydowanie skupiam się na tym by pomóc chłopakom na boisku. Oczywiście, że troszkę swojego doświadczenia będę chciał włożyć także w szatnię. A jeśli chodzi o opaskę kapitańską, to w pełni szanuję i akceptuję zasady jakie obecnie tu panują. Piotr Rocki jest znakomitym kapitanem, jest grupa osób, która go wspiera i mu pomaga. Ja też postaram się pomóc, na ile będę potrafił, ale absolutnie nie zamierzam się pchać na afisz. Przede wszystkim sam siebie muszę odbudować.