Marcin Dziewulski po dwusetnym meczu w barwach Ruchu

– Według statystyk liczonych przez naszą stronę internetową w ostatnim meczu rundy zegrałeś swój dwusetny mecz dla Ruchu Radzionków!
– Mój ojciec bardzo dokładnie śledzi moją przygodę z piłką. Tak było w każdym klubie, w którym grałem, od czasów Gwarka Zabrze. Nie tylko stara się być na każdym moim meczu, ale też w swoim zeszycie prowadzi bardzo dokładne statystyki. Na pewno niedawno przy obiedzie niedzielnym wspominał mi, że jeszcze w tej rundzie wypadnie mój dwusetny mecz w Ruchu Radzionków, ale w którym konkretnie spotkaniu miało się to wydarzyć nie zdradził. Na tyle meczów może się trafić jakiś błąd, dlatego muszę też sprawdzić, co w statystykach ma zapisane ojciec, i porównać, ale skoro to miało być w tej rundzie, a mecz z Myszkowem był jej ostatnim, to wszystko wskazuje, że faktycznie to musiało się wydarzyć teraz. Jednak na tym fakcie zupełnie przed meczem się nie koncentrowałem. Teraz jednak bardzo to doceniam. To jest naprawdę dla mnie wielka sprawa, że w jednym klubie zostałem tak doceniony, że pozwolono mi tu grać regularnie przez tyle lat i rozgrać aż dwieście spotkań. Nikt mnie w tym czasie stąd nie pogonił, nie wypychał do innego klubu, nikt nigdy nie zarzucał mi, że w moim zaangażowaniu czy samej grze ma do mnie jakieś zastrzeżenia, a wręcz cały czas czułem wsparcie innych. To z pewnością spełnienie jednego z moich marzeń. A jeśli zdrowie pozwoli, to myślę, że ostatniego słowa w Ruchu Radzionków jeszcze nie powiedziałem, i kto wie, czy ten licznik jeszcze o kilkanaście czy kilkadziesiąt meczów nie wzrośnie.

– W Ruchu to już Twój ósmy sezon. Jakie najlepsze wspomnienia z tego czasu nosisz w sobie?
– Na piłkę nożną spoglądam od lat przede wszystkim przez pryzmat szatni, bo to pozwala tak naprawdę cieszyć się grą nie patrząc czy jest się w wyższej czy w niższej lidze. Szatnia napędza do gry, szatnia sprawia, że albo przychodzi się na każdy trening z uśmiechem, albo traktuje się to tylko jako obowiązek. Tu w Ruchu Radzionków mimo sportowo lepszych i słabszych czasów, czy było dobrze organizacyjnie czy doświadczaliśmy tu dużych kłopotów, to ta szatnia zawsze sprawiała, że o tym klubie myślałem i myślę nadal bardzo pozytywnie. Na tle moich wszystkich doświadczeń w piłce, i w skali wszystkich tych aspektów, którymi można opisać Ruch Radzionków, to myślę, że właśnie szatnia była elementem decydującym, najbardziej godnym podkreślenia. My starsi i bardziej doświadczeni piłkarze musimy dbać mocno o to, by z półroczna na półrocze, mimo zmian personalnych, były tu trzymane pewne stałe wartości, tradycje, hierarchia, życie szatni, ale też by zawsze wprowadzać do tego nowoczesne pierwiastki. To sprawia, że cały czas szatnia jest tu na bardzo wysokim poziomie, i bardzo to pielęgnujemy. Oczywiście było też w Ruchu mnóstwo pięknych chwil sportowych, były momenty, gdy wychodząc na boisko ciarki przechodziły, i długo by o tym mówić. Ale i w tym wszystkim szatnia także był wielką wartością dodaną.

– Właśnie skończyło się kolejne z tych półroczy. Jak można je sportowo ocenić?
– Musimy na tą rundę spojrzeć przez pryzmat realizacji naszego celu. A nie było nim zdobycie określonej liczby punktów czy zajęcie konkretnego miejsca w tabeli, ale wygrywanie w każdym meczu. Pod tym względem na pewno źle zaczeliśmy, często na własne życzenie tracąc punkty, ale w porę wprowadziliśmy poprawki, dzięki którym całą tę rundę musimy uznać za udaną, bo jednak w zdecydowanej większości spotkań nasze zadanie spełniliśmy. Udało się zbudować serię kilku zwycięstw z rzędu, wykrystalizował się skład, kilku młodych piłkarzy złapało zdecydowanie większą pewność w grze i zdecydowanie mocniejszą pozycję w szatni. Nie wiemy jaka przyszłość nas czeka, czy uda nam się zagrać w czerwcu te dwa dodatkowe mecze, na czym na pewno wielu w klubie i wokół niego bardzo zależy, to jednak na wiosnę będziemy robić tak, jak to się sprawdziło w drugiej połowie rundy jesiennej, czyli koncentrować się tylko na najbliższym meczu. Mamy w głowie pewne cele, które chcemy zrealizować w grudniu i w styczniu, cieszymy się z tej rundy, która za nami, bo była ona bardzo ciekawa, bardzo dla nas pozytywna. Fajnie, że zakończyliśmy ją tak dobrym meczem, jak ten z Myszkowem. Ogółem to był bardzo ciekawy 2017 rok, bo wiosną mieliśmy czy to zwycięstwo na Gwarku Tarnowskie Góry w ostatniej akcji meczu, czy finał pucharu z Rekordem Bielsko-Biała, który przegraliśmy, ale po którym schodziliśmy do szatni naprawdę dumni z naszej postawy.

– W poprzednich sezonach na półmetku mieliśmy taką stratę do lidera, że plany jego dogonienia w tabeli na wiosnę były tak naprawdę myśleniem czysto życzeniowym. Tym razem jest inaczej!

– Mamy w sobie dużo pokory, oczywiście doceniamy ten wynik, który uzyskaliśmy, ale też głęboko w głowie mieć musimy te spotkania, które nam się nie udały, bo choćby w Zawierciu nie da się wytłumaczyć naszej porażki. Choć z drugiej strony też nie wiadomo, czy gdyby nie słabszy początek, to czy wprowadzilibyśmy tak dobre zmiany, i czy gdyby nie potknięcie na Warcie, to czy byłaby aż tak dobra końcówka, w której niektóre mecze potrafiliśmy przepchać, co wcześniej często nam nie wychodziło. Rodziło się to w bólach, ale poukładaliśmy dobrze wszystkie klocki, i w efekcie – choć było to w pewnym momencie niemal nieprawdopodobne – to kończymy rundę ze stratą tylko czterech punktów do lidera, co sprawia, że walka o zwycięstwo jest naprawdę realna, bo przecież nawet, gdyby ten dystans wiosną utrzymywał się przez kilka kolejek, to w którymś momencie mamy Szombierki u siebie i może się nagle zrobić tylko punkt różnicy. A przecież już wiosną w przegranym meczu z nimi był taki niemały fragment, gdy czuliśmy na boisku, że już prawie ich mamy. Musimy to bardzo mocno wziąć pod uwagę, bo w takiej sytuacji w tabeli także i to trzeba kontrolować, choć niezmiennie naszym celem będzie po prostu wygrywanie każdego kolejnego meczu.

Minimum 4 znaki