Porażka, która boli. „Wierzę w potencjał każdego z zawodników”

Przegrana z Podlesianką na swoim boisku należy z pewnością do najtrudniejszych momentów „Cidrów” w tym sezonie. Wpadka przed meczem z liderem sprawiła, że Ruch pojedzie do Częstochowy mając już siedmiopunktową stratę do rezerw Rakowa. – Porażki w życiu się zdarzają, ale ta sobotnia należy do tych najbardziej bolesnych – przyznaje trener Marcin Dziewulski.

Dla radzionkowian to już druga domowa porażka na swoim boisku. O ile jednak w kontekście przegranej z Unią Kosztowy można było mówić o słabszym występie gospodarzy, przebieg starcia z beniaminkiem z Katowic z przebiegu gry wcale nie zapowiadał dotkliwej straty punktów. – Nieskuteczność to chyba główny powód. Do tego siła i organizacja gry rywala, który był bardzo dobrze przygotowany do meczu. Mieliśmy fajne momenty, energię, zwłaszcza początek drugiej połowy był obiecujący. Kończymy porażką, która nas dotyka – wskazywał trener Marcin Dziewulski.

Brak skuteczności – zwłaszcza w drugiej połowie – był jednym z elementów, które najbardziej wpłynęły na wynik sobotniej potyczki. Drużynie „Cidrów” z pewnością nie pomógł również fakt, że z powodu kontuzji ze składu wypadli kolejni kluczowi gracze. Ruch musi sobie radzić bez Rafała Kulińskiego i Miłosza Ćwielonga, którzy dotychczas byli „pewniakami” do wyjściowej „jedenastki” – Nie mamy wpływu na sytuacje losowe. Urazy, kontuzje, kartki – to wszystko dzieje się w piłce. Z tygodnia na tydzień trzeba sobie radzić z jakimiś drobnymi problemami. Wierzę w całą kadrę i potencjał każdego z zawodników, który jest w drużynie. Każdy chce i jest zmobilizowany, ławka rezerwowych kipi energią, tyle, że nie zawsze wszystko wyjdzie idealnie – tłumaczy szkoleniowiec Ruchu, który w sobotę poza Mateuszem Szukałą i Andrzejem Piecuchem miał na ławce pięciu młodzieżowców, w tym Bartosza Kusia, dla którego minuty zebrane w końcówce starcia z Podlesianką były pierwszymi w seniorskim futbolu.

Ruch przegraną z katowiczanami mocno zredukował swoje szanse na wygranie ligi. Mimo to, na wciąż zapowiadające się hitowo spotkanie z Rakowem w Częstochowie, pojedzie zmobilizowany, by udowodnić swoją boiskową wartość. – Musimy wrócić do równowagi, spojrzeć sobie w oczy i wiedzieć, że dało się to wszystko zrobić lepiej. Z takimi rzeczami trzeba umieć się zmierzyć i wziąć je na klatę. Wiem, że ta drużyna potrafi to zrobić, scementować się na nowo i o siebie powalczyć. Porażki w życiu się zdarzają, ale ta sobotnia należy do tych najbardziej bolesnych. Znajdziemy przyczynę, trzeba walnąć się w pierś i wyciągnąć z tego lekcję – zapewnia szkoleniowiec Ruchu.