Zabrakło skuteczności, była więc niepewność. Ruch – Ślęza Wrocław 2:1

Po zremisowanym meczu na szczycie z Czarnymi w Żaganiu trener Rafał Górak mówił, że „już nie będzie przebacz”, a celem na kolejne spotkania może być tylko zdobywanie kompletu punktów. Ale nutkę niepewności spowodowały braki liderów drużyny, Jacka Wiśniewskiego i Adama Kompały. W spotkaniu ze Ślęzą Wrocław radzionkowianom z jednej strony dopisało szczęście, bo kuriozalny błąd bramkarza gości sprezentował im zwycięskiego gola, ale gdyby wykorzystali oni wszystkie dogodne sytuacje strzeleckie, wynik spotkania mógł być o wiele wyższy.

Od początku Ruch uzyskał inicjatywę. W 4 minucie piłkę w pole karne „wbił” prostopadle Adrian Mielec, ale ani Markowi Sukerowi, ani Piotrowi Gierczakowi nie udało się jej przejąć, choć obaj byli tego bardzo blisko, a gdyby to któremuś z nich się udało, stanąłby „oko w oko” z Pauksztem.
Goście odpowiedzieli szybką kontrą w 7 minucie, zakończoną jednak bardzo niecelnym strzałem z dystansu Kowala. O wiele groźniej było w minucie 10, kiedy z rzutu wolnego z prawego skrzydła Rejmer uderzył ostro i mocno w stronę bramki. Żaden z jego partnerów piłki nie przeciął, ale jej lotu nie widział dobrze Seweryn Kiełpin, który tylko mógł obserwować jak przelatuje ona niedaleko długiego słupka, i odetchnąć z ulgą.
Ale przewaga należała do „Cidrów”, a ich akcje pod polem karnym Ślęzy zaczynały się zazębiać. I wreszcie, w 14 minucie, Suker otrzymał przed polem karnym podanie od Tomasza Stranca, i dopiero za drugą próbą zagrał prostopadle, po koźle, do Gierczaka, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem ze stoickim spokojem przerzucił nad nim piłkę do siatki.
W 19 minucie Piotr Mazur wrzucił piłkę przed bramkę do Mielca, którego jednak w ostatniej chwili ubiegli obrońcy. W odpowiedzi zza pola karnego uderzał Onyekachi, jednak kilka metrów chybiając.
Nielicznie, z uwagi najpewniej na fatalną pogodę, zgromadzeni kibice poderwali się z okrzykiem „gol” w 21 minucie. Suker zwiódł w polu karnym przy linii końcowej obrońcę i dobrze zauważył wbiegającego na długi słupek Mazura. Piłka po strzale głową lewego pomocnika Ruchu wylądowała jednak tylko w bocznej siatce, mijając słupek zaledwie o centymetry.
Przyjezdni zaczęli coraz śmielej sobie poczyniać. W 23 minucie Kiełpin z drobnymi kłopotami opanował płaski strzał Flejterskiego z rzutu wolnego na wprost bramki. W 24 minucie po szybkiej kontrze gospodarzy uratował dobrze przecinający głową piłkę Michał Zioło, a sześćdziesiąt sekund później Jaskólski skiksował próbując uderzyć sprzed pola karnego wybitą z szesnastki po rzucie rożnym futbolówkę.
W minucie 28 „o włos” z centrą Sukera minął się Mielec. A minutę później, po wrzutce Damiana Kaciczaka, niepewnie piąstkował Paukszt, jednak nikt z partnerów ofensywnie nastawionego lewego obrońcy nie zdążył z dobitką. W 31 minucie, tym razem po dograniu Gierczaka, golkiper gości wygrał pojedynek o górną piłkę z Mielcem.
W 32 minucie po koronkowej akcji i odegraniu Sukera, Gierczak znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale zdaniem sędziów wchodząc na piłkę wślizgiem faulował Paukszta.
Groźnie pod bramką Kiełpina było 34 minucie, jednak zdążył on odebrać piłkę spod nóg niepilnowanemu Kątnemu, który znalazł się na wolnym polu w szesnastce po prostopadłym podaniu. Zaś trzy minuty później strzał Jaskólskiego zza pola karnego przeleciał tuż obok słupka.
Przed przerwą jeszcze tylko w 43 minucie zaatakowali gospodarze, ale efektowna wymiana piłki Stranca i Mielca nie zakończyła się strzałem.

Druga połowa rozpocząć powinna się od drugiej bramki Ruchu. Prostopadłe podanie Stranca wypuściło Sukera w sytuację sam na sam z Pauksztem, w której jednak górą był ten ostatni.
Sto osiemdziesiąt sekund później Kaciczak strzelił z dystansu tyleż mocno, co niecelnie.
W 51 minucie Piwowar przestrzelił z daleka, a w minucie 54 dobrą interwencją Zioło przejął piłkę po akcji i dograniu Rejmera.
Gospodarze bliscy byli zadania drugiego ciosu w 56 minucie, kiedy najpierw Suker mógł wyjść znów sam na sam, jednak po ograniu jednego, przegrał walkę w szybkim dryblingu z drugim, ostatnim obrońcą. A po chwili Paukasz uprzedził Mazura.
Minutę później Szepeta znalazł się w dobrej sytuacji na linii pola karnego, ale strzelił za słabo, i Kiełpin pewnie złapał piłkę.
Kolejną minutę później znów piłkarz Ruchu znalazł się sam przed bramkarzem gości, i znów ten pojedynek przegrał. Tym razem Mazur, po podaniu od Stranca, trafił w Paukszta, a odbita od niego futbolówka spadła na górą siatkę bramki.
Po upływie godziny meczu tuż zza pola karnego strzelał Szepeta, jednak obok słupka.
W 66 minucie w zamieszaniu pod bramką Ślęzy dwa razy do główki skakał Sebastian Gielza, i dwa razy nie sięgnął piłki.
Gospodarze wykonywali rzut rożny, by z szybką kontrą wyszli goście, którzy momentalnie przenieśli się na połowę Ruchu. Poślizgnął się Mazur, a Kowal wpadł w pole karne i sytuacji sam na sam nie zmarnował. Od 67 minuty stan meczu był więc remisowy.
Będące najpewniej w szoku po niespodziewanej utracie prowadzenia „Cidry” długo nie umiały odpowiedzieć, a że gości wynik w pełni satysfakcjonował, z boiska zaczęło wiać nudą. Dopiero w 78 minucie Marcin Kocur ładnie zgrał w pole karne, ale nikt nie zamknął akcji strzałem.
A kiedy samemu nie umie się stworzyć sytuacji, trzeba liczyć na błędy rywali. I taki Ruchowi sprezentował w 79 minucie znakomicie dotąd broniący Paukszt. Rzut wolny z blisko trzydziestu metrów, nie na wprost bramki, wykonywał Mielec. Mocno wstrzelona śliska piłka wpadła tuż przed bramkę, gdzie golkiper wrocławian podbił ją wysoko, samemu wpadając do siatki. Szczupakiem rzucił się na bezpańską futbolówkę kapitan żółto-czarnych w tym meczu, Zioło, i głową wepchnął ją do pustej bramki.
Dwie minuty później odpowiedzieć próbował Flejterski, ale jego strzał z dystansu był niecelny.
W 83 minucie prostopadłe podanie Marcina Dziewulskiego trafiło do Gielzy, który w sytuacji sam na sam pędził z futbolówką u nogi aż od połowy boiska. I jakby w ostatnim momencie stracił siły, bo uderzył w znakomitej sytuacji tak słabo, że Paukszt spokojnie złapał ten niecelny strzał.
Pod drugą bramką minutę później skiksował zaś próbujący łapać piłkę Kiełpin, ale ta ku jego szczęściu wyszła za linię końcową.
W minucie 87 znów Gielza znalazł się sam na sam z Pauksztem. Tym razem otrzymał podanie od Kocura, a przestrzelił o centymetry.
Sto dwadzieścia sekund później mocno z linii pola karnego strzelił Donzo, ale kilka metrów obok słupka.
W ostatniej minucie gry Wójcik przejął podanie Gierczaka do dobrze wychodzących na czyste pozycji graczy Ruchu, a już w doliczonym czasie gry najpierw strzał Szepety zza pola karnego minimalnie minął bramkę Kiełpina, a po chwili zablokowany w polu karnym został Mielec.

W bardzo trudnych warunkach, na nieprzewidywalnej śliskiej murawie Ruch z problemami, choć w pełni zasłużenie, pokonał plasującą się w dolnych rejonach stawki Ślęzę Wrocław. I dzięki temu utrzymał pozycję lidera.