Kto do bramki? „Rywalizacja w każdym treningu”

– Rywalizują o „jedynkę” w dosłownie w każdym treningu. Z jednej strony jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, że mamy dwóch tak zdyscyplinowanych, profesjonalnych i ambitnych ludzi, z drugiej… koniec końców któryś z nich będzie niezadowolony i to jest trudne – mówi trener Marcin Dziewulski. Mateusz Szukała i Rafał Strzelczyk walczą o miejsce w wyjściowym składzie na pierwsze ligowe spotkanie w tym roku. O tym, kto stanie między słupkami w Łaziskach, dowiedzą się dzień przed meczem.

Obsada bramki z pewnością jest jedną z tych decyzji, które przed inauguracją ligowego roku spędzały sen z powiek trenerom „Żółto-Czarnych”. Mowa jednak o „bólu głowy”, którego szkoleniowcom „Cidrów” w lidze mogą tylko pozazdrościć. – To był na pewno ciężki orzech do zgryzienia, bo w okresie przygotowawczym obaj bramkarze spisywali się naprawdę fajnie. Pewnie każdy chciałby mieć taki problem, sami zresztą dążyliśmy do tego, by stworzyć mocną rywalizację między słupkami – przyznaje trener bramkarzy Ruchu, Jacek Jankowski.

Złoty środek

Jesienią w Radzionkowie postawili na salomonowe rozwiązanie. Rafał Strzelczyk i Mateusz Szukała wiedzieli, że obaj dostaną w lidze swoje minuty. „Rafik” do gry o punkty wychodził 9 razy, „Szuki” zmienił go na ostatnie sześć kolejek. – Z jednej strony siedząc w danym momencie na ławce musieliśmy sobie to w głowach przetrawić, z drugiej trener powtarza nam, że ma dwóch świetnych bramkarzy i obu musi docenić. Trzeba to zrozumieć – ocenia po czasie Strzelczyk.

– Oczywiście ta reguła działa tylko przy założeniu, że obaj bramkarze są w formie. W przeciwnym wypadku trudno tylko dla zasady wpuszczać kogoś między słupki. Ten warunek był spełniony, a ponieważ na obecną chwilę jest podobnie, myślę że znowu obaj swoje szanse dostaną – podkreśla Jankowski.

Wszystko wskazuje więc na to, że wiosną wspomniana reguła ponownie znajdzie zastosowanie. Okres przygotowawczy tylko potwierdził, że Ruch ma dziś w kadrze dwóch bardzo równych golkiperów. – Najbardziej cieszy, że u żadnego z nich nie pojawiają się błędy. W zeszłym roku, jeśli już zdarzały się jakieś wpadki, to w meczach pucharowych, czy sparingowych. Teraz nawet w grach kontrolnych nikt takiej nie zaliczył. To jeden z powodów, dla których zdecydowaliśmy się obserwować Rafała i Mateusza do samego końca przygotowań, bo każdy sparing, czy trening, mógł przechylić szalę w jedną bądź drugą stronę. Obaj są bardzo powtarzalni, a powtarzalność to w piłce nożnej kluczowy element – zaznacza szkoleniowiec bramkarzy.

Pod jego słowami podpisuje się trener Marcin Dziewulski. – To na boiskach IV-ligowych wręcz niespotykana sytuacja, by mieć w kadrze dwóch tak równych, walczących o skład bramkarzy. Oni rywalizują o „jedynkę” w dosłownie w każdym treningu. Z jednej strony jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, że mamy dwóch tak zdyscyplinowanych, profesjonalnych i ambitnych ludzi, z drugiej… koniec końców któryś z nich będzie niezadowolony i to jest trudne – przyznaje trener „Cidrów”.

W piątek planuje zakomunikować Szukale i Strzelczykowi, który z nich zacznie rundę w wyjściowym składzie. Wcześniej decyzji podjętej wraz ze sztabem nikomu zdradzać nie zamierza. – Dowiedzą się pierwsi. W skali okresu przygotowawczego doszukiwaliśmy się słabszych i mocnych elementów. Analizujemy każdy sparing. Na każdym meczu jedna z kamer obserwuje tylko bramkarzy. To bardzo rzetelna praca, ale na sam jej koniec wcale nie jest łatwo określić, który z nich jest lepszy. Mateusz i Rafał rywalizują w zdrowy, wzorcowy sposób. Walczą, ale zbijają z sobą piątki. Mają świadomość, że któryś będzie musiał usiąść na ławce. Sezon jest długi i obaj wiedzą, że na koniec znajdziemy rozwiązanie, w którym każdy będzie doceniony – zapowiada Marcin Dziewulski.

Zawsze pod prądem

Szukała i Strzelczyk mają świadomość, jak zaciętą stworzyli miedzy sobą rywalizację. – Wiedzieliśmy, że zimą będziemy grać po równo. Każdy z nas chciał się pokazać z dobrej strony, a teraz czekamy na decyzję trenera – mówi 31-letni „Rafik”. – Okres przygotowań to rywalizacja w każdym meczu. Robię wszystko, by trener postawił w pierwszym meczu właśnie na mnie – deklaruje o 8 lat młodszy „Szuki”.

Obaj zdają sobie sprawę, że po piątkowym komunikacie trenera jeden będzie zadowolony, drugi co najmniej niepocieszony. Siedzenie na ławce zawsze drażni ambicje sportowca. – Każdego prędzej czy później taka sytuacja irytuje, bo obaj jesteśmy tu po to, by grać. Z drugiej strony obaj zasłużyliśmy na te minuty, które dostajemy. Cóż… zawsze na koniec walczymy dalej – nie kryje Szukała. – Nie obrażam się, choć… z wiekiem siedzenie na ławce przychodzi mi coraz trudniej. Chciałoby się grać wszystko od deski do deski. Ale skoro tak nie może być to pozostaje walczyć o swoje i każdą szansę wykorzystać tak, by dać sygnał, że się zasługuję na skład – potwierdza Strzelczyk.

– To jeden z najtrudniejszych aspektów w pracy szkoleniowca – pracować tak, by rezerwowy zawsze był „pod prądem”. Trener obserwuje, jak zachowuje się ten, który aktualnie pełni rolę rezerwowego. Musi wiedzieć, czy zawodnik podejmuje walkę o siebie, bo ta wiedza daje odpowiedź na pytanie, czy można na niego liczyć w momentach kryzysowych. Chcąc powalczyć o wyższe cele musimy mieć graczy, którzy w trudnej chwili reagują pozytywnie. Pod tym względem nigdy nie zawiedliśmy się na naszych bramkarzach – zauważa Jacek Jankowski.

Diabeł tkwi w szczegółach

Trenera Jankowskiego poprosiliśmy o charakterystykę obu podopiecznych. – To dwaj bramkarze, którzy być może nie robią spektakularnego wrażenia na pierwszy rzut oka, ale gdy im się przyjrzeć, okaże się, że mają bardzo mocne i podobne atuty. Mateusz jest świetnie wyszkolony technicznie, widać u niego szkołę trenera Machnika i Górnika Zabrze. Poza tym jest bardzo powtarzalny, inteligentny i wie, czego chce. Rafał to doświadczenie, znakomite czytanie gry i ustawienie. Mówiąc po piłkarsku: nie robi głupot na boisku, ma dobry wpływ na drużynę. Umiejętności obu świetnie wpisują się w nasz sposób gry. Nawet w wyższych ligach mało jest zespołów chcących budować grę od tyłu, bo do tego trzeba mieć bramkarza, który potrafi rozegrać, rzucić piłkę w punkt, zagrać przez środek. My mamy takich dwóch, to ogromny atut – analizuje Jankowski.

– Przy podejmowaniu decyzji bierzemy pod uwagę najdrobniejsze szczegóły i aspekty – analizujemy zarówno kwestie sportowe, jak i czysto ludzkie. Rywalizacja w bramce jest tak wyrównana, że o jej wyniku muszą decydować detale – tłumaczy Dziewulski. Kto podejmie ostateczną decyzję? – Mamy swój standard pracy. Pierwszy trener słucha, co mają do powiedzenia członkowie jego sztabu, ale to do niego należy ostatnie słowo, bo bierze odpowiedzialność za wynik. Może więc wziąć pod uwagę moje sugestie, ale wcale nie musi – uśmiecha się Jankowski. – Na koniec jest spotkanie w wąskim, określonym gronie. Razem z trenerem Jackiem rozmawiamy z Mateuszem i Rafałem. To zawsze są męskie, ale trudne rozmowy – przyznaje Marcin Dziewulski. Kolejną z nich przeprowadzi w piątek…

Autor: Łukasz Michalski