Nerwówka do końca. „Lekcja odrobiona”

To był jeden z bardziej zaciętych i emocjonujących meczów w sezonie. Ruch Radzionków pokonał Wartę Zawiercie 3:2, i choć prowadził przez większość spotkania, za sprawą determinacji rywala do końca musiał walczyć o końcowy sukces.

„Żółto-Czarni” wiedzieli, że zawiercianie są wyjątkowo mocni w odrabianiu meczowych strat. W ostatnich meczach zdołali doprowadzić do remisu z Rakowem w Częstochowie, choć przegrywali już 0:3, a na własnym boisku w ostatnich fragmentach gry odwracali wynik z Unią Dąbrowa Górnicza. – Mieliśmy taki scenariusz w głowach. Wiedzieliśmy, że Warta Zawiercie jest zorganizowana, mocna i bardzo silna indywidualna. Pokazywała to do samego końca i musieliśmy się bardzo napracować by sięgnąć po zwycięstwo. Chwała za to chłopakom, cieszymy się, że z trudnym rywalem byliśmy o tą jedną bramkę skuteczniejsi i mamy trzy punkty – przyznawał z ulgą trener Marcin Dziewulski.

„Cidry” dobrze przygotowały się do starcia z piątą ekipą w tabeli. Nie tylko pod kątem możliwości rywala, ale i analizy własnych błędów, które zdarzyły im się w ostatnim, domowym spotkaniu. – Odrobiliśmy lekcję z meczu z Unią Kosztowy, która nas zatrzymała i pokazała nam nasze braki. Mocno to przeanalizowaliśmy i chcieliśmy wyciągnąć z tego naukę. Było to widoczne. Może mieliśmy przy tym szczęście, a może mogliśmy po prostu strzelić szybciej czwartą bramkę, lub uchronić się od straty drugiej. Wtedy mecz mógłby wyglądać inaczej. Słowa uznania dla trenera Mańdoka i jego Warty, która jest naprawdę dobrze zorganizowaną, groźną drużyną – podkreślał szkoleniowiec „Cidrów”.

– Udało się otworzyć mecz na samym początku, ale potem głupio straciliśmy bramkę. Poprawiliśmy na 2:1, wydawało się, że łapiemy rytm i jeszcze podwyższamy prowadzenie, tymczasem znowu straciliśmy niepotrzebnego gola po stałym fragmencie. Do ostatniej sekundy trzeba było się martwić o wynik tym bardziej, że wiedzieliśmy, że Warta potrafi odwracać losy meczów. Musieliśmy uważać do samego końca – ocenił przebieg widowiska Bartosz Nawrocki.

24-letni napastnik w sobotę wyrósł na bohatera swojego zespołu. Zdobył wszystkie trzy gole dla Ruchu, swoimi strzałami zapewniając mu komplet punktów. – Słowa uznania Bartkowi się należą, bo jest naszym silnym punktem i opcją, która z przodu tworzy okazje kolegom i sam strzela bramki. Studzę jednak te pochwały, bo jest jeszcze dużo grania i trzeba zachować spokój. W przerwie usłyszał rady, w których momentach może zachować się jeszcze lepiej. Myślę, że to rozumie i dzięki takim uwagom staję się lepszy. Dziś pokazał trzy indywidualne decyzje, którymi mocno zapracował na te trzy punkty – ocenia podopiecznego Marcin Dziewulski.

Snajper „Cidrów” dzięki hat-trickowi wrócił na czoło klasyfikacji strzelców całej ligi, w której na moment wyprzedził go Patryk Gembicki z Rozwoju Katowice. – Ślędzę te wyniki, nie ukrywam, że zależy mi na tym tytule i będę do niego dążył. Przede wszystkim najważniejsze było jednak dziś zwycięstwo. To, że trzy bramki udało się zdobyć akurat mi, dla drużyny nie ma większego znaczenia – zaznacza „Ziomal”.

Twarda i pełna determinacji gra po obu stronach skutkowała nie tylko emocjami, które towarzyszyły kibicom do końcowego gwizdka, ale też urazami. Ucierpieli choćby Miłosz Ćwielong, Rafał Kuliński i Adam Baran, którzy nie dotrwali do końcowego gwizdka. – Gra była ostra i agresywna, ale jeśli chce się takie mecze kończyć z trzema punktami, to trzeba się z tym zmierzyć, czasem nawet okupić urazem, czy kontuzją. Wierzę, że to nic poważnego, że szybko się otrzepiemy i wrócimy do zdrowia – uspokaja trener Dziewulski. – Warta postawiła twarde warunki, ale był to tez fajny mecz dla oka. Rywal naprawdę potrafi grać do przodu, a że do tego jest zdecydowana w tyłach, nie przypadkiem znajduje się wysoko w tabeli – przyznaje Bartosz Nawrocki.

Autor: Łukasz Michalski