Adam Giesa: „Zasłużyliśmy na zwycięstwo”

– Jest już po meczu z GKS-em. Twoja osoba w przedmeczowych zapowiedziach schodziła na dalszy plan, a przecież ten klub był dla Ciebie w karierze bardzo ważny?

– Był i jest dalej. Myślę że zawsze już tak będzie. Jestem wychowankiem „Gieksy” i ten klub będzie już zawsze miał ważne miejsce w moim sercu. Ale jestem w Radzionkowie i strasznie się z tego cieszę. Żałuję tylko, że nie wygraliśmy tego ostatniego spotkania.

– Na boisku z czasów Twojej gry w Katowicach był w sobotę chyba tylko jeden zawodnik z którym grałeś razem przy Bukowej?

– Tak, oczywiście Jacek Kowalczyk. Dlatego w moim przypadku pod tym względem było inaczej niż u zawodników „Gieksy” którzy latem przenieśli się tam z Radzionkowia. Nie musiałem zostawiać jakichś przyjaźni poza boiskiem, było pod tym względem „lajtowo”.

– Ale sama gra z klubem w którym zaczynało się karierę wyzwala dodatkowe emocje?

– Tak, na pewno. Czasami mogą one nawet przeszkodzić w grze. Dlatego starałem się podchodzić do tego jak najspokojniej i chyba nie było źle.

– W ogóle jako zespół od momentu objęcia prowadzenia przez długi czas graliście dość spokojnie. Wszystko posypało się po rzucie karnym. Oglądając powtórki – był faul czy nie było?

– Można było to gwizdnąć, ale też chyba nie było trzeba. Na pewno „Gieksa” złapała w tym momencie wiatru w żagle wykorzystując z kolei naszą chwilową słabość. Sędzia podjął taką a nie inną decyzję ale przecież ciągle prowadziliśmy i żałujemy że nie udało nam się dowieźć wyniku do końca rozstrzygając mecz na naszą korzyść.

– Gol wyrównujacy wydawał się konsekwencją bramki kontaktowej, jakoś straciliście pewność w swoich poczynaniach?

– Jakoś uciekło z nas powietrze. Popełniliśmy zreszta błędy przy obu bramkach co rywal skrupulatnie wykorzystał i skończyło się na remisie.

– Katowiczanie powinni się cieszyć z remisu ale punkt nikogo nie zadowolił. W końcówce jedni i drudzy walczyli o decydującego gola. Dla kibica to fajna sprawa.

– Tak, ten mecz dla oka był na pewno ciekawy i dobry. Ale ja żałuję że skończyło się tym remisem bo myślę że zasłużyliśmy z przebiegu całego spotkania na zwycięstwo. Te dwa punkty więcej bardzo by się przydały, mielibyśmy już siedem oczek i zawitalibyśmy w górne strefy tabeli. Ale mamy pięć i też nie jest źle. Przed nami mecz pucharowy i wyjazd do Bydgoszczy skąd nie mamy zamaru wracać bez jakichś zdobyczy. Nie po to jedziemy taki kawał drogi do Sokółki by tam odpaść. Z kolei Zawisza jest wyzwaniem i mam nadzieję że po meczu z nami będzie mieć w statystykach pierwszą ligową porażkę w sezonie.