Michal Farkaš: „U mnie liczą się konkrety”

U progu nowego sezonu trafił do Radzionkowa w charakterze koordynatora grup juniorskich Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Kompetencje i bagaż doświadczeń sprawiły jednak, że po rozstaniu z Marcinem Dziewulskim Ruch złożył Michalowi Farkašowi propozycję objęcia sterów w sztabie szkoleniowym dorosłej ekipy „Żółto-Czarnych”. – Zupełnie się tego nie spodziewałem. Tą pracę traktuję jako nowe, duże wyzwanie – mówi nowy trener „Cidrów” po pierwszych zajęciach z drużyną.

Trafił pan do Radzionkowa kilka tygodni temu jako koordynator grup juniorskich szkoły Mistrzostwa Sportowego. Jak przyjął pan fakt, że po rozstaniu z trenerem Marcinem Dziewulskim otrzymał propozycję prowadzenia IV-ligowego Ruchu?
Zupełnie się jej nie spodziewałem. Nie miałem zbyt dużo czasu na zastanowienie, ale znam ten klub i zespół, więc chciałem pomóc, skoro zostałem o to poproszony. Trafiając do SMS-u zakładałem, że skupię się na pracy w pionie młodzieżowym. Moim zadaniem była pomoc w rozwoju szkoły i skoordynowanie grup juniorskich oraz ich współpraca z dorosłą drużyną. Jeszcze kilka dni przed ostatnim meczem trenera Marcina Dziewulskiego rozmawiałem z nim, analizowaliśmy kwestię juniorów, ustalaliśmy kto znajdzie się w kadrze, a kto zagra w rozgrywkach młodzieżowych, czy w których treningach będą mogli uczestniczyć. Przygotowywaliśmy już kolejny tydzień rozmawiając o tym, że młodzież pokaże się w pucharowym spotkaniu w Nowym Chechle. To, co stało się w ostatnich dniach jest więc dla mnie dużym zaskoczeniem.

Dzięki swojej obecności w SMS-ie miał pan okazję obserwować ligowe mecze „Cidrów”?
Nie wszystkie, bo koncentrowałem się w pełni na bloku juniorskim, ale miałem możliwość obejrzenia części z nich. Przyglądałem się, jak radzą sobie juniorzy w pierwszej drużynie, stąd moja obecność na trybunach. Mam więc teraz przegląd zawodników, który pomaga mi w płynnym przejęciu obowiązków trenera. Ważną postacią jest dla mnie w tym kontekście Marcin Trzcionka, który został moim asystentem, a z którym mogłem omówić kilka spostrzeżeń.

Biorąc pod uwagę pana pracę z juniorami, młodzież Ruchu ma specjalne powody do optymizmu po tym, jak został pan trenerem?
Prowadząc pierwszy zespół mam zasadę, że nikt nie dostaje miejsca za darmo, a więc również za sam wiek. Każdy zawodnik musi sobie zasłużyć na to, by wyjść na boisko i zagrać o stawkę. Chcę widzieć pracę i zaangażowanie, to dotyczy wszystkich bez wyjątku.

Do dorosłej drużyny regularnie trafiają wychowankowie SMS-u. Zaplecze młodzieżowe to mocny atut Ruchu?
Oceniam je z pewnością pozytywnie. Jest tu kilku chłopaków, którzy mogą zaistnieć w piłce i to nie tylko tej IV-ligowej. Tak jak powiedziałem – muszą sobie jednak na to zapracować i dać z siebie wszystko. Potencjał jednak jest naprawdę spory.

Wcześniej pracował pan w Akademii Zagłębia Sosnowiec, ale Michal Farkaš to również trener z dużym doświadczeniem w pracy z seniorami tego klubu.
Ruch Radzionków to pierwszy klub, w którym będę samodzielnie pracować jako pierwszy trener dorosłej drużyny. W Zagłębiu Sosnowiec w roli tymczasowego szkoleniowca poprowadziłem zespół w jednym spotkaniu (I-ligowy remis z Odrą w Opolu – przyp. red.), ale mam ogromne doświadczenie z Ekstraklasy i I ligi w roli asystenta, jest więc z czego korzystać. Do dziś kontaktuję się z trenerami, z którymi miałem przyjemność pracować. Praca jako koordynator Akademii Zagłębia też sporo mnie nauczyła, a to wszystko mogę połączyć i wyciągnąć z całości dużo dobrego.

Pana asystentem został Marcin Trzcionka, który poprowadził „Cidry” w ostatnim meczu w Częstochowie. To oznacza, że zamierza pan stawiać na kontynuację pracy poprzedników, czy spodziewać się rewolucyjnych zmian?
Dużych zmian nie będzie, planuję dokonanie kilku korekt. Rozmawialiśmy z Marcinem Trzcionką o wielu aspektach dotyczących systemu pracy i treningów oraz modelu gry, jaki chcemy w Ruchu stosować. Nie będzie jakiegoś totalnego przemeblowania, ale kilka elementów zmienimy. Natomiast personalnie każdy zawodnik z kadry ma u mnie na dziś czystą kartę.

Co na pierwszy rzut oka jest problemem drużyny, która – co potwierdził Marcin Trzcionka w ostatniej rozmowie – znalazła się w dołku?
Paradoksalnie jednym z mankamentów jest skuteczność. Nawet w ostatnim meczu Ruch miał bardzo dużo sytuacji, wynik mógł otworzyć już w drugiej minucie. Otwarcie wyniku pozwala później grać spokojniej, układać sobie mecze. Inaczej pojawia się nerwowość, niepotrzebnie tracone bramki, przez które trzeba gonić wynik i na dłuższą metę drużynie zaczyna brakować spokoju. Myślę, że koncentracja i jedno, przekonywujące zwycięstwo odniesione po tym, jak otworzymy wynik i będziemy w stanie kontrolować przebieg meczu, może być przełomem, który wyciągnie drużynę z tego dołka.

Jakie cele ma przed sobą Michal Farkaš przed u progu pracy w roli trenera Ruchu Radzionków?
Tą pracę traktuję jako nowe, duże wyzwanie. Chcę umiejętnie łączyć doświadczenie z młodością, bo i jednego i drugiego w zespole nie brakuje. Idziemy od meczu do meczu, nie skupiając się w tym momencie na długoterminowych celach. Liczy się każde kolejne spotkanie i po każdym z nich sami będziemy widzieli na co nas stać. Grałem w Ruchu Radzionków, wiem, że kibice mają tu duże ambicje i oczekiwania, ale trzeba się skupiać na poszczególnych meczach. Jeśli one będą dobre, to i końcowy wynik na pewno będzie satysfakcjonujący. Nie jestem trenerem, który będzie opowiadał wielkie historie. U mnie liczą się konkrety.