Podsłuchane pod szatnią w Lublińcu

Trener Kamil Rakoczy:
Gdy dowiedzieliśmy się, na jakim boisku będziemy grać, pomyśleliśmy sobie od razu, że to może być naszym atutem. I to się w pełni potwierdziło w pierwszej połowie, kiedy naprawdę wyglądaliśmy nieźle, a co udokumentowaliśmy dwoma bramkami. W drugiej połowie rywal nie miał już nic do stracenia, wyszedł wyżej. My szukaliśmy trzeciej bramki, i ją zdobyliśmy, ale potem wkradło się w nasze szeregi rozluźnienie, i daliśmy się zaskoczyć. Musimy popracować nad tą mentalną sferą, bo gdy prowadzi się 3:0 to należy do końca meczu kontrolować grę. Stracona bramka zawsze powoduje niepewność i nerwowość. Zasłużenie zdobywamy jednak trzy punkty i wracamy bardzo zadowoleni. Nie sposób po tym i poprzednich naszych meczach nie wyróżnić Roberta Wojsyka, który jest w gazie, i ostatnio wykorzystuje wszystko, co ma. Cieszy też to, że wrócił do gry Kamil Kopeć, który po kontuzji pozbierał się dużo szybciej, niż wszyscy myśleliśmy, a dzisiaj także zaskoczył swoją dyspozycją po tak długiej przerwie. Myślę, że w dwóch ostatnich meczach tej rundy będziemy mięli z niego pociechę, a my musimy zrobić wszystko, by sięgnąć w nich po sześć punktów. Na pewno będzie trzeba pomyśleć nad sposobem gry w tych spotkaniach, bo musimy wziąć pod uwagę, że nasza murawa jest niestety w kiepskim stanie.

Kamil Kopeć:
Prawdę mówiąc, wracając po tak długiej przerwie myślałem, że będzie dla mnie trudniej. Kondycji na pełen mecz jeszcze nie ma, ale siedemdziesiąt minut gry minęły mi bezproblemowo, i myślę, że udawało mi się realizować założenia trenera. Na pewno dobrze nam się grało na tym równiutkim boisku. Ale mimo, że wygraliśmy i cały czas kontrolowaliśmy grę, uważam, że nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Przede wszystkim powinniśmy zagrać na zero z tyłu, a też z tej dobrej płyty powinniśmy w ataku wyciągnąć więcej. Nie ma jednak co narzekać, skoro najważniejszy cel – trzy punkty – osiągnęliśmy.

Minimum 4 znaki